FXMAGFXMAG

Kolejny nocny atak w Cieśninie Ormuz! Na ROPIE nerwowo, cena wystrzeliła

5 min read

Inwestorzy wolą franka i jena zamiast dolara?

Dodatkowo nocny, kolejny atak na tankowiec w Cieśninie Ormuz pokazuje, że sytuacja dalej pozostaje niestabilna. Jednocześnie agencje donoszą, że generałowie w Pentagonie już odbyli rozmowy z prezydentem Donaldem Trumpem przedstawiając mu możliwe scenariusze..

Konflikt w założeniach ma potrwać kilka dni, ale oczywiście największym czynnikiem niepewności pozostaje reakcja Iranu.

To dlatego na ropie jest znów nerwowo, a rynki zaczynają oczekiwać tzw. premii wojennej.

>> Czytaj także: Gaz droższy o 35%. Część kosztów związanych z podwyżką pokryje budżet państwa?

Jednak przeciwnie do możliwego scenariusza na rynku walut nie zyskuje tym razem dolar, a inwestorzy bardziej wybierają w ostatnich dniach franka, czy też jena, które dawniej były uznawane za klasyczne safe haven (bezpieczne przystanie). Dlaczego?

Rosnący niepokój na Wall Street

Wskazuje się na brak pełnego przekonania, co do skali podwyżek stóp przez FED w najbliższych miesiącach (Warsh celowo nie chce być aż tak bardzo "jastrzębi"?), ale głównym powodem może być... rosnący niepokój na Wall Street. Inwestorzy zaczynają mocniej karać te spółki, które zaprezentowały wyniki tylko nieznacznie rozmijające się z oczekiwaniami, czy też zaraportowały o wyższych wydatkach na inwestycje. W obliczu scenariusza "higher for longer" dla kosztów finansowania rynki coraz częściej będą podważać to, czy "wszystko w tym AI" będzie się finansowo spinać tak, jak to zakładano jeszcze kilka miesięcy temu.

Tymczasem to oczekiwania, co do zysków z AI były jednym z magnesów przyciągających inwestorów do amerykańskich akcji, oraz do... dolara. Warto zwrócić uwagę, że sam schemat zakupów amerykańskich obligacji (mamy spadające rentowności) zaczyna okazywać się tu niewystarczający. Zresztą te być może za kilkanaście dni zaczną iść w górę, jeżeli administracja Donalda Trumpa zacznie podejmować działania "podważające" wynik wyborów połówkowych.

Wskazuje się, że dotychczasowi wyborcy ruchu MAGA i republikanów mogą zaprotestować przeciwko obecnej polityce Białego Domu decydując się na pozostanie w domach, co może podbić ostateczny wynik demokratów (kluczowy staje się Senat).

W sytuacji wojennej retoryki (atak na Iran w końcu przyszłego tygodnia staje się dość prawdopodobny) mamy ucieczkę do franka i jena, kosztem dolara. Dodatkowo rynki spoglądają na coraz bardziej "jastrzębią" retorykę Banku Japonii. Wprawdzie na dzisiejszym posiedzeniu BOJ nie podniósł stóp procentowych, ale komunikat brzmi tak, jakby to właśnie zrobił. Decydenci przyznali, że inflacja znalazła się już w celu 2 proc., a jej prognoza na 2027 r. została podniesiona do 2,6 proc., co pokazuje, że pozostanie ona "za wysoka" dłużej, niż sądzono.

Jeden z członków BOJ (Hakata) głosował za podwyżką, ale tym razem "domagał" się aż 50 punktowego ruchu. Rynki oczekują kolejnej podwyżki stóp w grudniu, a najpóźniej w styczniu. "Jastrzębich" wątków nie ma wprawdzie zbytnio wokół Narodowego Banku Szwajcarii, ale frank zaczyna być doceniany także ze względu na polityczną niepewność w Europie (wiosenne wybory we Francji, ryzyko działań hybrydowych Rosji na wschodniej flance NATO i tak dalej).

Dolar dalej słabnie

Na szerokim rynku FX dolar dzisiaj dalej słabnie, a najsilniejsze nie są bynajmniej wspomniane waluty Japonii i Szwajcarii. Mocniej odreagowują NZD i korony skandynawskie, ale tam zazwyczaj zmienność intraday jest wyższa.

W kalendarzu makro mamy bardziej dzień z danymi makro ze strefy euro, gdyż w USA mamy jedynie publikację regionalnego Chicago PMI o godz. 15:00. Mowa o szacunkach PKB za III kwartał, oraz wstępnej inflacji konsumenckiej w głównych krajach strefy euro. Tutaj warto podkreślić rozczarowanie we Francji, gdzie PKB nieoczekiwanie spadł o 0,1 proc. k/k podczas, kiedy oczekiwano jego wzrostu o 0,1 proc. To odbywa się przy wyższych odczytach inflacji, co stawia francuskie aktywa w trudnym położeniu.

Wczoraj ECB nie zmienił stóp procentowych, ale Christine Lagarde nie tonowała oczekiwań, co do takiego ruchu w grudniu. Szefowa ECB poinformowała też wczoraj, że odejdzie ze stanowiska na osiem miesięcy przed końcem kadencji, czyli w lutym 2027 r.

Rynkowe spekulacje poszły w stronę narracji, że Lagarde chce ułatwić politykom wybór swojego następcy (miałby on miejsce jeszcze przed wyborami prezydenckimi we Francji w kwietniu, które najpewniej wygra skrajna prawica), a także "utorować" potencjalną dyskusję nt. jakiejś formy interwencji na francuskich obligacjach. W gronie kandydatów wymieniani są obecnie Hiszpan De Cos, oraz Holender Knot, choć niewykluczone, że pojawi się ktoś trzeci. Niewykluczone jednak, że następca Lagarde będzie miał do wykonania najtrudniejsze zadanie w historii strefy euro...

EURUSD wokół 1,12

Para EURUSD nie zareagowała zbytnio na słabsze dane o PKB z Francji. Zrównoważyły to "zgodne" odczyty z innych krajów, oraz wyższe szacunki inflacji w październiku wpisujące się w narrację, co do grudniowej podwyżki stóp przez ECB.

W efekcie dzisiaj EURUSD oscyluje wokół 1,12, wobec rejonu 1,11 wczoraj przed południem. Tak zwane wsparcie "ostatniej szansy" zadziałało, choć pytanie na jak długo. Inwestorzy nie są jednak aż tak chętni do zakupów dolara, zwracając się bardziej w stronę innych walut, w tym klasycznych safe haven jak frank i jen.

Powodem może być słabość sektora AI na Wall Street, oraz pewne obawy, co do wyników wyborów połówkowych w USA, które mogą sprowokować administrację Donalda Trumpa do prób ich podważenia (prezydent nie ma uprawnień do ich anulowania, ale może "zasypać" sądy stanowe wnioskami o zgodność ich przebiegu).

Wykres dzienny EURUSD

Technicznie odbicie od 1,11 to sygnał, że bardziej zaczynamy wchodzić w scenariusz szerszej konsolidacji 1,1100-1,1275. Szanse jej opuszczenia górą są jednak niewielkie, gdyż fundamentalnych argumentów za większymi zakupami euro w najbliższych tygodniach po prostu nie ma.