Drożejące paliwo uderza w branżę transportową. Konsekwencje odczują wszyscy Polacy
Ceny paliw biją kolejne rekordy. Jak szacują analitycy, wkrótce cena diesla może przebić barierę 10 zł za litr. I co najgorsze, na tym może się nie skończyć. To konsekwencje wojny na Bliskim Wschodzie, która wciąż eskaluje.
Już teraz za litr oleju napędowego na niektórych stacjach paliw trzeba płacić znacznie powyżej 9 zł, a za benzynę ponad 8 zł. Taka sytuacja miała miejsce, chociażby wczoraj na stacji Moya przy Chełmżyńskiej w Warszawie - informuje portal Money.pl. Za litr benzyny Pb95 trzeba było tam zapłacić 8,19 zł, a za litr diesla 9,19 zł.
Czytaj też: 3 euro za litr diesla? Ceny paliw zbliżają się do rekordowego poziomu w Niemczech
Wkrótce ceny mogą być jeszcze wyższe. To konsekwencja drożejącego paliwa w hurcie. Orlen, czyli główny polski hurtownik zdecydował się podnieść opłatę benzyny Pb95 o 272 zł za metr sześcienny, a także o 110 zł za metr sześcienny diesla. Wkrótce zapewne różnicę dostrzeżemy także na pylonach. Choć tam ceny potrafią się w ostatnim czasie zmieniać nawet kilka razy na dobę.
Droższy transport, droższe produkty
Drożejące paliwo jest powodem także innych podwyżek, które konsumenci odczuwają przy codziennych zakupach. Wkrótce może być jeszcze drożej. Wynika to z faktu, że firmy transportowe próbując ratować swój interes, decydują się na podwyżkę cen za usługę. Jeden z właścicieli takiego przedsiębiorstwa, w rozmowie z portalem Money.pl poinformował, że jest zmuszony podnieść opłatę za jeden kilometr transportu przynajmniej o 1 zł. To konsekwencja drożejącego paliwa. Rozmówca portalu stwierdził, że i tak jest w lepszej sytuacji niż te firmy, które mają długoterminowe kontrakty, bo te przez ogromną podwyżkę cen paliw znalazły się w kropce, bo muszą realizować usługi według stawek zapisanych w umowach. W jego przypadku kontrakty podpisywane są na około 1 miesiąc do przodu, co pozwala mu na reagowanie na sytuację na rynku paliwowym. Przedsiębiorca dodatkowo zabezpieczył się zapisem, że cena może ulec zwiększeniu lub obniżeniu do 15%, w zależności od cen paliw. Nie mniej podkreślił, że to nie wystarczy. Aby utrzymać się na rynku, musiał także obniżyć marżę wynoszącą wcześniej między 8-10% do poziomu 3-4%.
Przedsiębiorca z Lubina wskazał także na to, że z jego perspektywy to, co się dzieje, to nie tylko efekt drożejących paliw, ale także konsekwencje pakietu CPN (Ceny Paliw Niżej), który wprowadził rząd. Ten co prawda obniżył ceny w sprzedaży detalicznej, czyli kwoty brutto, ale jego jako przedsiębiorcę interesują ceny netto, a te nie uległy zmianie. Dodatkowo obniżony został podatek VAT, przez co mógł odliczyć niższy podatek, co sprawiło, że koszty prowadzenia firmy były wyższe.
Rząd zareaguje na galopujące ceny paliw?
Na razie z komunikatów wysyłanych ze strony rządu nie słychać, aby ten miał przygotowane rozwiązania, które doprowadzą do tego, że w najbliższych dniach wzrost cen paliw uda się powstrzymać.
W tym - jak twierdzą rządzący - pomogłaby ustawa o podatku od nadzwyczajnych zysków firm handlujących paliwami, ale dokument nie został podpisany przez prezydenta Karola Nawrockiego, który skierował go do Trybunału Konstytucyjnego. Innych rozwiązań na horyzoncie nie ma. Opozycja punktuje wady przygotowanej przez rząd ustawy i podkreśla, że nie ma w niej zapisu, który gwarantowałby to, że nowy podatek od koncernów paliwowych zostałby przeznaczony wyłącznie na obniżenie cen paliw, a nie trafił na przykład na załatanie dziury w budżecie państwa.
W zamian toczy się polityczna walka o to, kto w tej sytuacji ma rację, a Polacy, w tym także polscy przedsiębiorcy zostali pozostawieni sami sobie.
Warto zwrócić uwagę, że w innych europejskich krajach, w których nie zdecydowano się na wprowadzenie takiego rozwiązania, jakie proponuje rząd, czyli wprowadzenie podatku od nadmiernych zysków firm zajmujących się handlem paliwem udaje się utrzymać niższe ceny niż w Polsce. Pytanie, czy Polski rząd zadał sobie trud, aby zbadać, dzięki jakim mechanizmom jest to możliwe.
Z danych portalu e-petrol.pl wynika, że średnia cena paliw w europejskich krajach (dane z 16 września 2026 roku) niższe ceny są między innymi w Szwecji, Bułgarii, Chorwacji, Słowenii, Estonii, Czechach, Słowacji czy na Węgrzech, gdzie w przeliczeniu na złotówki za litr benzyny trzeba zapłacić kolejno: 6,85 zł, 7,51 zł, 7,15 zł, 7,48 zł, 7,77 zł, 7,86 zł, 7,71 zł i 7,51 zł, a za litr diesla: 8,43 zł, 8,22 zł, 8,04 zł, 8,63 zł, 8,05 zł, 8,50 zł, 8,29 zł i 8,34 zł.
Należy podkreślić, że są także w Europie kraje, w których jest znacznie drożej niż w Polsce, to na przykład: Niemcy, Norwegia czy Holandia, gdzie za litr benzyny w przeliczeniu na polską walutę trzeba zapłacić: 10,05 zł, 11,01, zł i 11,47, a za litr diesla: 10,45 zł, 11,11 zł i 11,65. Warto jednak zauważyć, że wynagrodzenie w tych krajach jest znacznie wyższe niż w Polsce.
Zobacz również: Gaz znów straszy Europę. Ceny wystrzeliły do poziomów niewidzianych od lat
Źródło: Money.pl, FXMAG, E-petrol.pl