Sąd nad hossą AI, czyli wyniki NvidiaRaport wynikowy giganta technologicznego w centrum uwagi inwestorów. To już czwarta spadkowa sesja w USA – czy „tradycyjny rajd świąteczny” w tym roku może się nie odbyć? Ruch w dół na głównej parze walutowej świata uruchamia presję podażową na PLN.
Kiepskie nastroje
W ostatnich dniach na rynkach widziana jest spora nerwowość i dominuje tryb risk off. Sporo się mówi, że inwestorzy obawiają się przewartościowania segmentu technologicznego, ale także zaległego raportu z amerykańskiego rynku pracy, który jest opóźniony ze względu na shutdown. Dzisiaj po sesji w USA poznamy wyniki spółki Nvidia i będzie to punkt kulminacyjny, który może zaważyć na sentymencie w najbliższych dniach. Ten technologiczny gigant stał się symbolem rewolucji AI, a co za tym idzie głównym beneficjentem, gdyż jest największym graczem na rynku sprzedaży chipów i całych systemów. W ostatnich dniach pada jednak pytanie – kiedy te ogromne wydatki na technologię mogą się zwrócić? Inwestorzy więc wrócili do prostego mechanizmu, czyli rachunku zysków i strat. Dobry przykład, by to wyjaśnić to spółka Meta, gdzie w wynikach pokazano zakładane ogromne wydatki na AI, efekt? Prawie 20% spadek po raporcie.
Zmienność gwarantowana
Nvidia to jednak inny kaliber, ale też inna struktura przychodowa. Tutaj dominuje sprzedaż sprzętu, gdzie popyt nie podlega dyskusji, a w przypadku innych gigantów, najpierw trzeba ten sprzęt pozyskać, by potem próbować na nim „zarobić”. Napięcie przed publikacją wyników spółki jest więc olbrzymie, a analitycy już nawet wyliczyli, że po raporcie kurs może się poruszyć o prawie 6,5%, tyle tylko, że nie ma zgody co do kierunku. Jedni są zdania, że sceptycyzm wydatkowy się nasila, a drudzy, że potwierdzi się rewolucja AI. Tym samym pojawi się pozytywny impuls dla spółek technologicznych aż do końca roku. Oczywiście tutaj mowa też o wynikach Nvidia w kontekście rajdu świętego Mikołaja, który w poprzednich latach windował giełdy. Ostatnie 4 sesje w Stanach przebiegały pod dyktando spadków i już pojawiły się głosy, że może czeka nas większa korekta, a koniec roku nie będzie udany. Dużo zależy więc od dzisiejszego raportu, ale przede wszystkim tego, jak zinterpretują go inwestorzy, bo często logiki tutaj nie ma.
EUR/PLN w okolicach 4,24
Ostatnie dni to też umocnienie dolara amerykańskiego – choćby do euro – co pokazuje, że inwestorzy pozycjonują się defensywnie, a popyt na aktywa bezpieczne ma się dobrze. Taka sytuacja odbija się też niekorzystnie dla naszej waluty, a w relacji do EUR straciła blisko 2,5 grosza. Nie jest to oczywiście duży ruch, co tylko podkreśla odporność PLN na to, co się dzieje na rynkach. Baza to oczywiście gospodarka, gdzie nasze wyniki wzrostu są naprawdę imponujące, a kolejny rok ma być co najmniej tak dobry. Mały plusik to też polityka monetarna, gdzie zanosi się na kilkumiesięczną pauzę w obniżkach stóp, a dominuje teraz scenariusz, w którym Rada poczeka na impulsy inflacyjne mogące pojawić się od nowego roku 2026.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
11.00 – strefa euro – inflacja CPI za październik,
15.15 – USA – produkcja przemysłowa za październik,
20.00 – USA – protokół z posiedzenia Fed.
Krzysztof Pawlak - analityk walutowy
Rynek Forex
Giełdy płoną, waluty w konsolidacji, BTC najniżej od kwietniaIndeksy giełdowe pogłębiają spadki, a te rodzą pytania o kondycję rynku kapitałowego na koniec roku. Negatywny sentyment omija jeszcze rynek walutowy, ale napływające wreszcie systematycznie dane makro z USA mogą jeszcze rozkręcić zmienność na FX. Zniżki rozkręcają się za to na kryptowalutach, Bitcoin najniżej od kwietnia.
Czerwone morze giełdowe
Niektórzy już przygotowywali się do rajdu Św. Mikołaja, ale na razie renifery nie chcą wyjść ze stajni. Połowa listopada przebiega pod dyktando niedźwiedzi na rynkach kapitałowych. Poniedziałkowa sesja skończyła się ok. 1% spadkami głównych indeksów Wall Street. Negatywny sentyment nie tyle rozlał się, co wręcz wystrzelił w trakcie azjatyckiej sesji. Niewinnie wyglądał tylko Mumbaj, który skorygował się o drobne 0,2%. Potem był Szanghaj ze spadkiem o 0,8% i wreszcie nadszedł pogrom. Po 2% straciły Hongkong i Sydney, a to i tak była tylko przygrywka. Prawdziwy armagedon dotknął Seulu i Tokio, gdzie indeksy spadły o ponad 3%. Bez niespodzianek wygląda otwarcie w Europie. Główne indeksy Starego Kontynentu tracą przed godz. 10 powyżej 1%, a za nimi podążą warszawski WIG20.
Za najważniejsze przyczyny tak mocnego pogorszenia sentymentu podawane jest schłodzenie nastrojów wokół sektora technologicznego, który od miesięcy (jeśli nie kwartałów) w dużej mierze ciągnął globalne rynki. W Azji dochodzą do tego rosnące napięcia geopolityczne (na linii Chiny-Japonia), a także obawy o skuteczność zapowiadanej ekspansji fiskalnej ze strony nowej premierki Kraju Kwitnącej Wiśni. Sanae Takaichi miała dziś rozmawiać z szefem Banku Japonii Kazuo Uedą, ale jeszcze nie znamy efektów tego spotkania. Natomiast cały globalny rynek kapitałowy czeka na jutrzejsze wyniki kwartalne Nvidii, czyli spółki, którą można uznać za kręgosłup boomu AI. Również w środę zobaczymy zapiski z ostatniego posiedzenia amerykańskiej władzy monetarnej, którym jednak trudno będzie zauważalnie wpłynąć na nastroje. Wszystko przez nadchodzące i długo wyczekiwane dane makro z USA. Już dziś będzie to produkcja przemysłowa, ale kluczowe dla inwestorów będą czwartkowe odczyty z rynku pracy.
Flauta na FX
Pewnym stabilizatorem dla rosnącej niepewności na giełdach może być w dalszym ciągu rynek walutowy. Tutaj po osłabieniu dolara w zeszłym tygodniu, początek aktualnego wskazuje na stabilizację. Kurs EUR/USD trzyma się blisko 1,16 $ i zarazem wielosesyjnych średnich. Na szczęście wciąż nie widać ucieczki z walut EM, chociaż tutaj szczególnie należy uwzględnić siłę naszego regionu. Taki stan rzeczy może być wskazówką, że przy aktualnych globalnych zawirowaniach Europa prezentuje się jako ostoja stabilności. W tych warunkach swoją świetną kondycję cały czas potwierdza polski złoty. We wtorkowy poranek kurs euro znajduje się lekko powyżej 4,23 zł, kurs dolara nie przekracza 3,54 zł, kurs franka to 4,59 zł, a kurs funta wynosi 4,80 zł.
Sztorm na krypto
Rzadko zaglądamy na rynek kryptowalut, ale tutaj także dzieją się coraz ciekawsze rzeczy, chociaż mało pozytywne. Część obserwatorów określa krypto jako barometr ogólnorynkowych nastrojów, co w takim wypadku powinno rozpalić wszystkie czerwone lampki. Kurs Bitcoina szykuje się do 8. spadkowej sesji z rządu i próbuje naruszyć okrągłe 90 tys. USD, czyli tylko w ostatnie 10 dni stracił blisko 10%. Wszystko aktualnie działa przeciw najpopularniejszej kryptowalucie. Pogorszenie sentymentu, odpływ kapitału z ETF-ów, automatyczne zamykanie pozycji przy wybijaniu kolejnych wsparć. Część analityków zwraca jednak również uwagę na cykliczność tego rynku, który właśnie teraz powinien przechodzić w fazę zniżkową. W takim układzie ruch spadkowy może doprowadzić BTC przynajmniej w pobliże 74 tys. USD. Aktualnie Bitcoin jest najniżej od kwietnia.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:00 – Węgry – decyzja na temat stóp procentowych,
15:15 – USA – produkcja przemysłowa.
Adam Fuchs - analityk walutowy
Jak kontrolować ryzyko? Kilka trików zarządzania ryzykiemZarządzanie ryzykiem jest fundamentem w ekosystemie inwestycji, a posiadanie absolutnej kontroli nad kapitałem często jest pomijane. Dziś pokażę wam coś nowego: Jak utrzymać ten sam procent zysków lub strat ustalony przez nasz plan tradingowy we wszystkich okolicznościach.
Kiedy lewar jest absolutnie konieczny?
Lewar jest niezbędny, gdy chcemy handlować w warunkach niskiej zmienności, gdzie małe wahania ceny nie byłyby w stanie przełożyć się na konsekwentne zyski.
Na przykład pary walutowe charakteryzują się niską zmiennością i w operacji, którą zarejestrowałem na moim profilu hiszpańskojęzycznym 22 kwietnia na GBP/JPY, mogłem wcześniej obliczyć, że od punktu wejścia do Stop Loss (SL) istniał ruch o wartości 1,27 %. Bez lewarowania handel tym byłoby fatalną decyzją. Oznaczałoby to, że przy stosunku ryzyka do zysku 1:1 bylibyśmy gotowi zyskać lub stracić zaledwie 1,27 %. Na większości platform same prowizje by nas oskubały. Jednak mądrze użyty lewar zmienia wszystko.
Gdybym był gotów stracić tylko 15 % wartości swojej pozycji, wystarczyło podzielić 15 % przez 1,27 %, aby poznać potrzebny lewar.
Lewar = % straty, którą jestem gotów ponieść / % zmienności od punktu wejścia do punktu wyjścia (SL)
15 % / 1,27 % = 11,81
Dzięki lewarowi (11×) osiągnąłbym dokładnie te zyski (lub straty), które wcześniej ustaliłem (około 15 %), niezależnie od tego, czy aktywowałby się mój SL, czy TP.
Kiedy nie używać lewarowania?
Na rysunku 1 pokazuję analizę (Tesla), którą opublikowałem 2 maja na moim hiszpańskojęzycznym profilu. Procent zmienności od punktu wejścia do SL w mojej operacji wynosił 23,38 %. Tak wysoki procent ruchu sprawia, że lewarowanie jest całkowicie niepotrzebne, biorąc pod uwagę, że zgodnie z moim planem tradingowym chcę utrzymywać straty pod kontrolą (15 % na operację). Stosunek ryzyka do zysku 1:1 oznaczałby, że bez lewarowania narażałbym się na zysk lub stratę w wysokości 23,38 % zainwestowanego kapitału.
Rysunek 1
Jak utrzymać moje 15 % straty na aktywie o wysokiej zmienności?
W przykładzie Tesli, gdzie zmienność jest wysoka, rozwiązanie jest proste: zmniejszyć procent kapitału inwestowanego w pozycję.
W tym celu wystarczy odjąć 23,38 % od 15 % (procent straty, jaki jestem gotów ponieść na operację), a następnie odjąć otrzymany wynik od naszej kwoty na operację.
23,38 % - 15 % = 8,38 %
Załóżmy, że używam kwoty 200 dolarów na operację.
Aby obliczyć 8,38 % z 200, wystarczy pomnożyć 200 × 8,38 / 100. Dzięki temu prostemu obliczeniu ustalimy, że 8,38 % to około 16,76 $ z 200 $. Następnie odejmujemy tę wartość od 200 $:
200 −16,76= 183,24 $
Podsumowując: jeśli zmniejszymy kwotę na operację do 183,24 $, to niezależnie od tego, czy Tesla wzrośnie czy spadnie o 23,38 %, i tak zarobimy lub stracimy dokładnie 15 % z 200 $, dzięki czemu będziemy przestrzegać naszej zarządzania ryzykiem.
Wnioski
Uważam, że zarządzanie ryzykiem jest najsłabszym punktem większości inwestorów. Moim zamiarem było pokazanie na praktycznych przykładach, jak w prosty sposób można realizować operacje z pełnym poszanowaniem parametrów planu tradingowego.
Dziękuję za poświęcony czas
Przed nami inflacja bazowaGiełdowy poniedziałek lokalnie gra pod inflację bazową – po południu poznamy kluczowy odczyt z Polski. W tle rynki odliczają do środy: wyniki Nvidii i minutki FOMC mogą przestawić wajchę na dolarze i sentymencie EM. Na razie na FX cisza przed burzą: EUR/USD przy 1,16$, a złoty dryfuje w wąskich widełkach wobec euro i dolara.
Gra pod inflację bazową
Poniedziałkowa sesja, przynajmniej lokalnie, upływa pod znakiem inflacji bazowej: o 14:00 opublikowane zostaną wskaźniki za październik. To „oczyszczona” miara, która wycina najbardziej zmienne składowe (m.in. żywność i energię) i powinna być dla RPP ważniejszym drogowskazem niż nagłówkowe CPI. Dzisiejsza publikacja domknie obraz po ubiegłotygodniowym potwierdzeniu CPI przez GUS i pozwoli ocenić, na ile wygaszanie presji cenowej przenika do usług oraz dóbr trwałych. Rynek nie spodziewa się fajerwerków – większe emocje mogą pojawić się dopiero przy odczytach listopadowych i grudniowych, gdy w grę wejdą efekty sezonowe. Analitycy oczekują wyniku rzędu 2,9%, co oznaczałoby pierwszy spadek poniżej 3% od blisko sześciu lat. Kluczowe będzie to, na ile do głosu dojdą czynniki dezinflacyjne w usługach, bo to one ostatnio uparcie ciągną dynamikę cen w górę.
Spokojnie po weekendzie
Weekend nie przyniósł przełomowych impulsów rynkowych, ale inwestorzy wracają do handlu z krótką listą tematów: wyniki Nvidii i pytanie, czy korporacyjny „cykl AI” nadal dźwiga sentyment do technologii, który ostatnio delikatnie trzeszczy. Do tego perspektywa nowych wskazówek z Rezerwy Federalnej. W tle krąży dyskusja, czy tegoroczne wzrosty na Wall Street nie wyprzedziły ścieżki zysków spółek. To raczej kalibracja ryzyka niż nagły zwrot trendu, więc poranek upływa pod znakiem ostrożności. W praktyce rynki czekają na twarde dane i komunikaty – bez nich trudno o mocniejsze kierunki, zwłaszcza na głównych parach walutowych. Na tym tle złoto i ropa startują spokojnie, a uwaga przerzuca się na kalendarz środka tygodnia.
Ważny tydzień
To może być gęsty tydzień. W środę poznamy wspomniany już raport kwartalny Nvidii. Tego samego dnia o 20:00 pojawią się minutki FOMC, które doprecyzują, jak Fed patrzy na bilans ryzyk po ostatnich decyzjach. Również w środę brytyjski CPI (październik) przypomni, jak blisko celu jest gospodarka Wielkiej Brytanii i co to znaczy dla funta przed grudniowym posiedzeniem banku centralnego. W piątek wstępne PMI dla kluczowych gospodarek – zwykle to one ustawiają ton na poniedziałki. W USA kalendarz wciąż zawiera opóźnione lub „odrabiane” publikacje, ale rynek i tak skupi się na miksie: wyniki Big Tech plus ścieżka stóp w minutkach. Innymi słowy: środa i piątek to główne punkty zapalne dla dolara i sentymentu EM. Kursy walut na razie pozostają w trybie weekendowego zaspania: EUR/USD testuje okolice 1,16$, EUR/PLN oscyluje wokół 4,224 zł, a USD/PLN podbija w rejon 3,641 zł – ruchy bardziej rachityczne niż kierunkowe.
Krzysztof Adamczak - analityk walutowy
EURUSD Pomysł na BUYNa parze EURUSD mamy ciekawą sytuację. od dłuższego czasu widzimy trend wzrostowy, a w tym momencie wpadamy w strefę discount poprzedniego ruchu. Wyznaczone FVG i OB muszą dać nam reakcję w postaci zamknięcia się w połowie ich zakresu a najlepiej jakby ta reakcja nastąpiła w OB. PO reakcji możliwy ruch cenowy pod poprzedni szczyt.
Ważna aby cena dała sygnał zmiany struktury na niższych interwałach najlepiej jakby to był m15 ewentualnie m5 (na m15 jest spadkowy)
EUR/USD + GBP/USD + DXY - 1WEU - niewiele się zmienia jeszcze w tym momencie. Dopóki w synchronizacji utrzymujemy 50% range, nadal kierunkiem w przypadku EU jest kontynuacja kierunku.
GU - pełne uzupełnienie IMB 1M i bardzo ładny IMB spadkowy, który jest naszym głównym POI kierunkowym. Jeśli cenie uda się przez niego przebić i utworzyć inwersję a jednocześnie EU/DXY przebiją 50% range, to będzie dobry impuls po którym możemy zobaczyć reverse. Dlatego na ten moment jeszcze spokojnie na tym interwale, najpierw muszą oni zrobić pierwszy krok.
DXY - Podobny układ jak na GU. Jeśli wystarczająco dużo LIQ zostało zebrane, powinniśmy zauważyć dobry impuls i inwersję w drugą stronę. Na ten moment jeszcze jest to POI kierunkowe w którym spodziewamy się obrony i kontynuacji.
Najszybszy wzrost od 2022 rokuWstępne dane o PKB pokazują, że rośnie on najszybciej od ponad trzech lat. Dolar kolejny dzień powoli osłabia się względem euro. W tle tych wydarzeń wyraźna przecena na rynku kryptoaktywów.
Kogo nie zaskoczył PKB?
PKB w Polsce wzrósł o 3,7% – to więcej, niż przewidywał model NBP (3,4%), ale zgodnie z tym, czego spodziewały się rynki. Szybszy wzrost gospodarczy to dobra wiadomość. Trzeba jednak pamiętać, że wpływa on na obecną narrację i wprowadza do niej kilka zmian. Historia o spowalniającej ekonomii, przytłoczonej wysokimi stopami procentowymi, przestaje się bronić. W rezultacie lepsze dane z gospodarki oddalają obniżki stóp procentowych. W przeciwieństwie do wzrostu PKB ma to dużo większe przełożenie na nasze portfele. Oznacza to bowiem, że ewentualne posiadane przez nas lokaty wypłacą większe odsetki, ale przede wszystkim Ci z nas co posiadają kredyty oparte o zmienną stopę procentową, mogą później doczekać się spadku rat. Na rynku walutowym dane te powodują umocnienie złotego i kolejny już dzień z rzędu widzimy stabilizację kursu euro w okolicach poziomu 4,23 zł.
Kolejny dzień słabości dolara
W środę po ponad dwóch tygodniach wróciliśmy do wymiany na poziomie 1,1650 USD za 1 EUR. W tym czasie przez chwilę dolar był o niemal 2 centy silniejszy niż obecnie. Wielu analityków łączy obecną słabość amerykańskiej waluty z procesem wtórnego otwierania rządu. Rekordowy okres zamknięcia na pewno przełoży się na gospodarkę. Tak długa przerwa musi wpłynąć na spadek PKB w 4. kwartale. Z drugiej strony nagły napływ środków wynikających z otwarcia może również działać proinflacyjnie. Co ciekawe, rynki dość jednoznacznie patrzą na politykę monetarną. Z dnia na dzień szanse na grudniową obniżkę stóp spadają o kolejne procenty. Obecnie jesteśmy w sytuacji, gdzie szanse na cięcie lub jego brak są prawie równe rzutowi monetą.
Czy to początek końca hossy?
Wczoraj doszło do przebicia ważnego poziomu 100 000 USD za 1 BTC. Inne kryptowaluty – z wyjątkiem mających stałą wartość stablecoinów – szły proporcjonalnie lub mocniej w dół. Na moment pisania tego tekstu cena wynosi już 97 000 USD i jest najniższa od początku maja. Co powoduje tak silne spadki? Przede wszystkim na rynku widać, że wyjątkowo dużo inwestorów, którzy trzymali Bitcoina długoterminowo, zdecydowali się w ostatnich dniach sprzedawać. Nie bez znaczenia jest też fakt, że zamknięto w tym okresie również wyraźnie więcej niż zwykle instrumentów pochodnych, opartych o wzrost ceny kryptowalut. To również pcha cenę w dół. Pomimo tego, że od szczytów z października mamy już prawie 30 000 USD przeceny, nadal inwestorzy, którzy trzymają Bitcoina od początku roku, są na plusie. Ta różnica jednak zaczyna być naprawdę mała.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.
Maciej Przygórzewski - główny analityk walutowy
Kiedy obniżki stóp w USA?Patrząc na kontrakty terminowe widać, że Amerykanie oczekują chwilowego opóźnienia tempa obniżania stóp procentowych. W tle w górę wyraźnie idzie złoto, a rumuńska gospodarka dławi się wysokimi kosztami kredytów i inflacją.
Grudniowa decyzja FED
Okazuje się, że coś, co wcześniej było pewne, dzisiaj już takie nie jest. Równo miesiąc temu szanse na obniżkę na grudniowym posiedzeniu wynosiły 99,5%. Były one liczone na podstawie cen kontraktów terminowych na stopę funduszy federalnych. Dzisiaj te szanse wynoszą już tylko 57,9%. To nadal nie zamyka drogi do grudniowego cięcia. Powoduje tylko, że nie jest ono aż tak oczywiste, jak wydawało się wcześniej. Wygląda na to, że czeka nas ciekawa końcówka roku. Część analityków obawia się wpływu otwarcia rządu na inflację. Obecna sytuacja gwałtownego obcięcia wydatków powoduje, że spadła konsumpcja, a to również działa na wskaźnik cen. Teoretycznie powinno to się łączyć z umocnieniem dolara, ponieważ stopy będą wyższe, niż oczekiwano. Mamy jednak sytuację, gdzie rynek właśnie odchodzi od amerykańskiej waluty na rzecz bardziej ryzykownych aktywów. Powodem zwiększenia apetytu na ryzyko jest czasowe porozumienie budżetowe w USA.
Złoto nie traci tempa
W ciągu ostatniej doby złoto poszło w górę kolejne 100 USD za uncję. Na moment pisania tego tekstu jesteśmy w okolicach 4240 USD. Tegoroczny rekord cenowy wynosi niecałe 4400 USD. Jesteśmy zatem około 4% od szczytów. Przy czym to nie 4% w przypadku walut (będące przepaścią), a na aktywie, który teraz ma nadal 60% zysku od początku roku, a miało 64%. Dlaczego złoto znów idzie w górę? Pomimo spadku szans na szybkie cięcia w USA, długofalowe prognozy są realnie takie same. W długim okresie rynek spodziewa się obniżania rynkowych stawek. W rezultacie kapitał przepływa do inwestycji niezależnych od poziomu stopy procentowej. Ze względu na pewną niepewność co do kondycji gospodarki, w tym momencie złoto jest chętniej wybierane niż giełdy.
Rumunia utrzymuje wysokie stopy
Wczoraj poznaliśmy decyzję banku Rumunii w sprawie polityki monetarnej. Główna stopa procentowa pozostała na brutalnym dla kredytobiorców poziomie 6,5%. Dlaczego wciąż jest tak wysoko, pomimo tego, że w wielu krajach dochodzi do licznych obniżek? Powodem jest poziom wzrostu cen. Co prawda, w październiku mieliśmy spadek, ale tylko o 0,1% i to do wartości 9,8%. Już trzeci miesiąc z rzędu wszyscy zapierali dech, zastanawiając się, czy wraca dwucyfrowa inflacja. Nie można oczywiście zapominać, że po uwolnieniu cen energii, rośnie ona o ponad 60% w ujęciu rocznym. Biorąc pod uwagę wzrost stawki VAT, by zapewnić wpływy do budżetu na odpowiednim poziomie oraz kilkuprocentowe osłabienie rumuńskiej lei, obecny poziom inflacji wcale nie jest taki wysoki. Po majowych perturbacjach politycznych w Rumunii nowym poziomem równowagi dla waluty nie jest już 4,98 RON za 1 EUR, a okolice 5,08. Zmienność rumuńskiej waluty względem euro w ostatnich tygodniach znów jest jeszcze mniejsza niż złotego do euro.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.
Maciej Przygórzewski - główny analityk walutowy
Rynek sprzyja złotemu i złotuSłabość dolara przekłada się na siłę – zarówno złota, jak i złotego. Funt traci po gorszych danych z rynku pracy. W USA powoli dążymy do otwarcia rządu.
Funt znów w odwrocie
Waluta Wielkiej Brytanii ma za sobą bardzo trudny okres. W ciągu ostatnich trzech miesięcy funt zanurkował od swoich szczytów aż 2,5%. Nie są to oczywiście wahania, które przy zmianach giełdowych będą robiły wrażenie, ale na rynku walutowym to już dużo. Co teraz zaszkodziło walucie Brytyjczyków? 11 listopada był wolny w Polsce, ale większość rynków działała normalnie. We wtorek poznaliśmy dane z brytyjskiego rynku pracy. Wynagrodzenia rosną wolniej od oczekiwań, stopa bezrobocia wzrosła bardziej niż sądzono, a liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych rośnie, co może sugerować, że kolejny miesiąc też będzie trudny. Wczorajsze dane kosztowały funta dwa grosze na wartości. W rezultacie kurs testuje obecnie poziom 4,80 zł. Ostatni raz tak tani GBP był na rynku w 2020 roku.
USA powoli otwiera rząd
Za oceanem rządzący są na dobrej drodze, by zakończyć rekordowo długi impas budżetowy skutkujący zamknięciem rządu. Musimy jednak pamiętać, że obecne porozumienie mówi tylko o 30 stycznia. W rezultacie po niemal 1,5 miesiąca zamknięcia rządu będziemy mieć 1,5 miesiąca okresu przejściowego z możliwością powtórki. Trzeba jednak pamiętać, że po tej dacie nie wszystkie programy zostaną wyłączone, bo niektóre (np. wsparcie żywnościowe) mają zapewnione dłuższe finansowanie. Jak reagują rynki? Skoro podczas zamknięcia rządu dolar zyskiwał, to nie można się dziwić, że teraz traci. Trzeba pamiętać, że ta waluta ma specyficzną pozycję na rynku. Wielu inwestorów traktuje ją jako bezpieczną przystań na trudne czasy. Również z tego powodu dolar kupowany był podczas całego impasu w USA. Teraz gdy sytuacja się uspokaja, kapitał szuka wyższych stóp zwrotu i płynie na rynki bardziej ryzykowne, czego dobrym dowodem jest chociażby umocnienie złotego.
Co zmienia słabnący dolar?
Wraz z osłabieniem się dolara często w górę idę towary w nim wyrażane. Teoretycznie powinno to powodować ich większą bezwładność w cenach lokalnych. Teoretycznie, bowiem dolar od dołka w zeszłym tygodniu odbił w górę o raptem 1%. Z kolei złoto tylko wczoraj zyskało około 4%. Tym samym uncja złota znów kosztuje 4 150 USD. Tutaj jednak mamy sytuację gdzie od kilku dni rynek czekał na sygnał, by iść w górę lub w dół, więc po przebiciu ostatnich szczytów nagle przyłączyło się wielu kupujących. Słabnący dolar to również napływ kapitału do Europy. Widać to chociażby po umocnieniu polskiej waluty, która zwyczajowo jest beneficjentem takich sytuacji. To m.in. dlatego płacimy za euro poniżej 4,23 zł.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:00 – Rumunia – decyzja NBR na temat stóp procentowych.
Maciej Przygórzewski - główny analityk walutowy
Euro poniżej 4,24 złZmienność ceny euro jest ostatnio niewielka, ale – jeśli ktoś czekał na odrobinę tańsze euro – to chyba właśnie się doczekał. Nowe dane z rynku pracy w Kanadzie wydają się dużo lepsze, ale tylko do momentu, gdy zagłębimy się w detale. Poznaliśmy też decyzję jednej z trzech największych agencji ratingowych na temat oceny kredytowej Polski.
Złoty znów nabiera mocy
Polska waluta ma zo sobą kilka bardzo solidnych dni. Jeszcze na początku poprzedniego tygodnia zastanawialiśmy się, jak mocno euro przekroczy poziom 4,26 zł. Jednym z powodów była obniżka stóp procentowych. To zwyczajowo powinno osłabiać walutę. Jednak potem był jeszcze „stand up” prof. Adama Glapińskiego. Padło tam kilka wskazówek, które uzasadniają dlaczego rynek może spodziewać się wstrzymania tempa obniżek stóp. Z drugiej strony co miesiąc słyszymy, że cyklu obniżek nie ma, ale ostatnim miesiącem bez obniżki był czerwiec (nie liczę sierpnia, kiedy nie było posiedzenia), a w maju obniżka była podwójna. Wygląda jednak na to, że rynek teraz już naprawdę wierzy prezesowi NBP i zakłada koniec cyklu. Najlepszym dowodem na to jest fakt, że roczny WIBOR jest niższy od stawki 3-miesięcznej o zaledwie 0,12%. Pokazuje to, że na przestrzeni tych 9 miesięcy spodziewane jest raptem pół obniżki. Tak silne wyhamowanie obniżek to dla wielu inwestorów powód, by kupować walutę. To prawdopodobnie dlatego za jedno euro płacimy dzisiaj poniżej 4,24 zł. Z drugiej strony, obserwując nową listopadową projekcję inflacji, widać tam znacznie więcej przestrzeni na dalsze obniżki niż w lipcowej prognozie. Kolejne miesiące pokażą nam kto miał rację. Gdyby doszło do obniżek, powinniśmy obserwować wyraźną przecenę złotego.
Pozornie świetne dane z Kanady
Piątek to dzień danych z kanadyjskiego rynku pracy. Na pierwszy rzut oka odczyt wygląda naprawdę bardzo dobrze. Bezrobocie nieoczekiwanie spadło z 7,1% na 6,9%. Powodem jest fakt, że zamiast spodziewanego spadku o 3,5 tysiąca miejsc pracy mamy 66,6 tysiąca wzrostu. W czym zatem problem? Kanadyjczycy podają jedną ważną daną, której większość urzędów statystycznych tak chętnie nie ujawnia. Mowa o podziale zatrudnienia na pełno i niepełnoetatowe. W tym wypadku ubyło 18,5 tysiąca miejsc pracy na pełen etat. Przybyło jednak 85,1 tysiąca miejsc pracy na część etatu, wiele z nich to posady mało stabilne – fragmenty etatów w handlu czy transporcie. Mogą to być zatem sezonowe zmiany. Warto też odnotować duże zwolnienia w budownictwie. Nie zmienia to faktu, że rynki nie martwią się na zapas i wraz z lepszymi danymi postanowiły kupować dolara kanadyjskiego, który zyskiwał na wartości.
Rating Polski
W piątek poznaliśmy decyzję agencji ratingowej S&P. Podobnie jak w przypadku dwóch pozostałych agencji z tzw. wielkiej trójki, nie doszło do zmiany oceny kredytowej. Jednak, w przeciwieństwie do Moody’s i Fitch, S&P nie zmieniło perspektywy dla Polski na negatywną. Agencje mają taki zwyczaj, że – jeżeli widzą tendencje do zmiany – najpierw zmieniają perspektywę i jeżeli sytuacja się utrzyma, dopiero wtedy zmieniają rating. Mamy zatem jeszcze trochę czasu zanim, o ile w ogóle do tego dojdzie, ta agencja obniży nam rating. Co działa na korzyść Polski? Przede wszystkim dobre fundamenty i napływ funduszy z UE, z którymi w przeszłości różnie bywało. Co działa na niekorzyść? Agencje zwracając uwagę na rosnące zadłużenie i brak zdecydowanych działań mogących poprawić sytuację w przyszłości. Gdyby miało dojść do obniżenia ratingu, do czego mamy nadzieję nie dojdzie, powinno to powodować osłabianie się złotego.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.
Maciej Przygórzewski – analityk walutowy
Sygnały zbliżającego się końcaWczorajsza konferencja szefa NBP przybliżyła nas do końca cyklu… dostosowania stóp procentowych. Negatywny sygnał handlowy nadszedł z Chin, a lekko pozytywny z Niemiec. Piątkowa sesja zaczyna się w otoczeniu coraz większej niepewności.
Jastrzębie cięcie wspomaga PLN
Wczorajsza konferencja prezesa NBP nie przyniosła natychmiastowych mocnych impulsów. Prof. Adam Glapiński raz jeszcze podkreślał, że w Polsce nie mamy do czynienia z cyklem obniżek stóp procentowych (mimo że w tym roku w pięciu ruchach stopa referencyjna spadła o 150 pb do 4,25%). Przewodniczący RPP zachował daleko idącą ostrożność w określaniu dalszej ścieżki postępowania decydentów. Używał ulubionego zwrotu bankierów centralnych „o podejmowaniu decyzji z posiedzenia na posiedzenie, zgodnie z napływającymi danymi”. Jednak z przekazu szefa NBP można było wnioskować, że „niecykl” dostosowania kosztu pieniądza jest już bliski końca. Prof. Glapiński podziękował Radzie i departamentom banku za ciężką pracę i wspólny sukces, którym jest sprowadzenie dynamiki cen w pobliże celu inflacyjnego. Można to było odebrać jako ogłoszenie końca walki ze zbyt wysoką inflacją, co należy interpretować jako zbliżające się osiągnięcie tzw. stopy neutralnej. Za potwierdzenie tego podejścia można uznać opublikowane dziś przez Bloomberga wypowiedzi innego członka RPP. Ludwik Kotecki stwierdził, że inflacja prawdopodobnie będzie nas dalej pozytywnie zaskakiwać, ale obniżki kosztu pieniądza powinny zakończyć się na początku przyszłego roku, na docelowym według niego poziomie 3,75%-4,00%. Wszystko powyższe składa się na tzw. jastrzębie cięcie w listopadzie. Czyli stopy zostały jeszcze obniżone, ale koniec ruchów jest już bliski, co ostatecznie w średnim terminie może wspierać złotego.
Dwa różne handlowe sygnały
Czyżby Chiny zaczęły odczuwać skutki wojny handlowej z USA? Zwolennicy takiej tezy znajdą dziś potwierdzenie w danych dotyczących październikowego bilansu handlowego z Państwa Środka. Import nie tylko był zdecydowanie niższy od poprzedniej publikacji, ale też od prognoz i wzrósł o skromne 1% w ujęciu rocznym. Było to najsłabsze wskazanie od maja. Jeszcze gorzej wygląda kwestia eksportu, który rok do roku… spadł o 1,1%. Jest to pierwszy spadek od maja, ale 2024 roku. Tutaj równie źle wygląda dynamika, ponieważ poprzednio zobaczyliśmy wzrost o 8,3%, a oczekiwania wskazywały na +3%. Czy to tylko wypadek przy pracy, czy może sygnał głębszych problemów chińskiej gospodarki? Zdecydowanie za wcześnie, aby o tym przesądzać, ale z pewnością otrzymaliśmy kolejny puzzel do układanki niepewności, która zaczyna dominować na rynkach. Główny indeks giełdy w Szanghaju spadł o jeszcze skromne 0,25%, ale już mocniej eksponowany na kapitał zagraniczny Hongkong zsunął się o 1%. Na rynku walutowym efektem publikacji było zakończenie dwudniowego umocnienia juana, ale odbicie pozostaje umiarkowane, USD/CNY jest wciąż poniżej 7,13 ¥.
Zupełnie inny sygnał handlowy napłynął zza naszej zachodniej granicy (dane dotyczą września). Tam wskaźniki nie tylko były lepsze od poprzednich, ale też wyraźnie przebiły prognozy. Eksport w ujęciu miesięcznym wzrósł o 1,4%, a import aż o 3,1%. Niestety za Odrą nie powinni jeszcze otwierać szampana, bo po spojrzeniu na ostatnie kwartały zobaczymy, że lepsze miesiące cały czas przeplatają się ze słabszymi. Trudno w takim wypadku mówić o stabilizacji i wyłącznie pozytywnych perspektywach.
Rosnąca niepewność bez wpływu na PLN
Nastroje inwestorów pozostają napięte. Wall Street nie potrafi się podnieść z korekty, za którą odpowiada realizacja zysków, bądź też schłodzenie sentymentu wokół spółek technologicznych (a ich waga w indeksach cały czas rośnie). Teraz dodatkowym obciążeniem stają się spółki detaliczne, ponieważ dane publikowane przez prywatne instytucje pokazują na słabnący rynek pracy, a co za tym idzie na słabszego amerykańskiego konsumenta. Na azjatyckich giełdach dominowały spadki, otwarcie w Europie było jeszcze niezłe, ale im dalej w sesję, tym odbicia stają się coraz płytsze, o ile nie przeradzają się już w zniżki. W Warszawie WIG20 oscyluje wokół wczorajszego poziomu zamknięcia, ale akurat tutaj czwartkowa sesja była mocna (głównie dzięki bankom). Na rynku walutowym piątek zaczyna się spokojnie. Kurs EUR/USD utrzymuje się powyżej 1,15 $, kurs EUR/PLN znajduje się poniżej 4,25 zł, a kurs USD/PLN jest blisko 3,68 zł.
Adam Fuchs, analityk walutowy
Ścięte po raz piątyCzy prezes Glapiński wciśnie pauzę po piątej obniżce stóp, a RPP zakończy cykl luzowania? W Waszyngtonie Donald Trump walczy przed Sądem Najwyższym o prawo do nakładania ceł. Tymczasem rynki czekają na decyzję Banku Anglii i dane o sprzedaży w strefie euro — przy stabilnym złotym i spokojnym handlu na głównych parach walutowych.
Kiedy pauza?
W czwartek, 6 listopada, rynek wciąż żyje wczorajszą decyzją Rady Polityki Pieniężnej, która ogłosiła piątą już w obecnym cyklu obniżkę stóp procentowych. Po wczorajszym ruchu łączna skala tegorocznego luzowania wynosi 150 punktów bazowych, a stopa referencyjna spadła do 4,25%. Dla nowo zaciąganych kredytów mieszkaniowych o przeciętnej wartości oznacza to spadek miesięcznej raty o około 10%, choć efekt ten rozłoży się w czasie wraz z aktualizacją stawek rynkowych. Wraz z decyzją NBP zaprezentował nowe projekcje inflacyjne, wskazujące na szybsze tempo spadku inflacji w tym i przyszłym roku, ale łagodniejsze obniżanie dynamiki cen w 2027. To może oznaczać zbliżanie się do końca cyklu łagodzenia polityki pieniężnej. Teraz uwaga inwestorów koncentruje się na dzisiejszym wystąpieniu prezesa Adama Glapińskiego, które może przesądzić o pauzie w kolejnych posunięciach RPP. Według analityków na kolejną obniżkę poczekamy do marca.
Trump walczy o cła
By oderwać się od znojów towarzyszących batalii przed Sądem Najwyższym, Donald Trump wczoraj skierował ostrą krytykę pod adresem nowego burmistrza Nowego Jorku. I choć konflikt między prezydentem USA a nowym gospodarzem Wielkiego Jabłka jest całkiem widowiskowy, to jednak znacznie poważniejsze konsekwencje mogą wynikać z przesłuchań, jakie odbyły się w Waszyngtonie w sprawie zgodności z konstytucją szerokiej polityki taryfowej jego administracji. Sędziowie wyrażali wątpliwości, czy prezydent miał prawo samodzielnie nakładać cła, skoro zgodnie z ustawą zasadniczą to Kongres posiada prerogatywy w zakresie polityki podatkowej i handlowej. Prawnicy Trumpa argumentowali, że celem taryf nie było pozyskanie dochodów budżetowych, lecz działanie o charakterze regulacyjnym — mające chronić amerykański przemysł przed nadmiernym importem. Ostateczny werdykt Sądu może istotnie wpłynąć na zakres kompetencji przyszłych administracji w kształtowaniu polityki handlowej USA. Wystarczy zauważyć, że walka toczy się o 90 mld dolarów, które do tej pory zasiliły federalny budżet z tytułu nowych ceł. W najgorszym scenariuszu będzie trzeba je zwrócić.
Dziś decyduje Bank Anglii
Czwartkowy kalendarz makroekonomiczny koncentruje dziś uwagę inwestorów na dwóch wydarzeniach: decyzji Banku Anglii w sprawie stóp procentowych oraz odczycie sprzedaży detalicznej w strefie euro. Dane z Eurolandu poznamy o 11:00, a konsensus rynkowy zakłada utrzymanie dynamiki zbliżonej do poprzedniego miesiąca, co sugeruje stabilizację nastrojów konsumentów, choć wciąż bez wyraźnego ożywienia. Z kolei Bank Anglii prawdopodobnie pozostawi główną stopę na poziomie 4,0%, a rynek oczekuje raczej tonacji „wait-and-see” w komunikacie, z naciskiem na utrzymanie restrykcyjnej polityki do momentu trwałego powrotu inflacji do celu. Na rynku walutowym złoty pozostaje stabilny – EUR/PLN waha się wokół 4,25 zł, USD/PLN przy 3,70 zł, a EUR/USD utrzymuje się w rejonie 1,15$. Reakcja inwestorów będzie zależeć od ewentualnych niespodzianek w danych i tonu wystąpienia prezesa BoE Andrew Baileya.
Krzysztof Adamczak - analityk walutowy
Co zrobi RPP?Rynek czeka na obniżkę stóp, ale nie brakuje głosów sugerujących, że możemy mieć przerwę. W międzyczasie umacniający się dolar powoduje przeceny surowców i kryptowalut. Inflacja w Czechach przyspiesza, a korona drożeje.
Rynek czeka na obniżkę
Przed decyzjami Rady Polityki Pieniężnej zawsze, gdy pojawiają się wątpliwości, rozpoczyna się szukanie wskazówek w poprzednich konferencjach lub wypowiedziach członków Rady. Biorąc pod uwagę, że sławny „traktat sopocki” nie został nigdy złamany, zaufanie do prezesa NBP jest duże. Dlatego właśnie niedawna historia o tym, że grudzień przeważnie jest miesiącem odpoczynku i decyzje nie są podejmowane, wraca teraz niczym bumerang. Jeżeli bowiem mamy wątpliwości czy listopadowa decyzja nie zostanie przeniesiona na grudzień, to stwierdzenie to powinno przekreślać ten scenariusz. Prezes NBP nie decyduje samodzielnie, ale dalej wydaje się, być zdecydowanie najważniejszym rozgrywającym w polityce monetarnej. Z drugiej strony od dzisiejszego poranka polski złoty się umacnia. Gdyby ktoś był fanem spiskowych teorii, mógłby budować narrację, że ktoś dobrze poinformowany rozpoczyna skupowanie złotego pod brak decyzji o obniżce. Nie można zapomnieć o najważniejszym – ceny są obecnie pod kontrolą. W rezultacie naprawdę mamy przestrzeń, by stopy obniżać. Wyjątkiem może być bardzo pesymistyczna prognoza inflacji, którą na konferencji jutro powinniśmy poznać.
Co powoduje silny dolar?
W ostatnich dniach amerykańska waluta bardzo się umocniła. Obecnie za 1 EUR płacimy mniej niż 1,15 USD. Tak silna była ona ostatnio na przełomie lipca i sierpnia – tylko przez kilka dni. Warto zwrócić uwagę, że dolar to nie tylko waluta USA, to również miernik wartości wielu instrumentów na świecie. Często jest zatem tak, że wraz z jego umocnieniem ceny dolarowe towarów spadają. Co ciekawe, efekt ten jest wyraźnie silniejszy, niż by wynikało z utrzymywania ceny w walutach lokalnych. To właśnie umocnienie dolara wskazuje się jako jeden z powodów ostatniej przeceny na rynku kryptowalut. Widać to również na surowcach, aczkolwiek w nie aż tak silnej skali – np. wczorajsza wyraźna przecena złota.
Ceny w Czechach
Dzisiaj poznaliśmy dane na temat wzrostu cen u naszego południowego sąsiada. Rynki spodziewały się 2,3%, a otrzymały 2,5%. Czy to jest coś, czym powinni się martwić decydenci w Pradze? Z jednej strony tak – duża różnica względem oczekiwań jest czymś niepokojącym. Z drugiej strony – mamy obecnie wyrównanie poziomu z sierpnia. Co więcej, wynik 2,5% jest niższy od większości wskazań za zeszły rok. W Czechach stopy procentowe wynoszą teraz 3,5%. Wielu analityków uważa, że w najbliższych miesiącach pozostaną bez zmian. Dlatego temat inflacji nie budzi tam tak silnych reakcji jak w Polsce, gdzie każda zmiana odczytu inflacji wpływa na politykę monetarną. Mimo to publikacja danych wzmocniła koronę czeską. To typowa reakcja rynku walutowego na rosnącą inflację.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:15 – USA – raport ADP na temat zatrudnienia.
Maciej Przygórzewski – główny analityk walutowy
Dolar atakuje 3,70 złDolar ma za sobą kilka dobrych dni, zarówno względem euro, jak i złotego. Inflacja w Europie nie zaskoczyła – brak perspektyw na zmiany stóp procentowych. Na rynkach coraz wyraźniej widać nerwowe oczekiwanie na ważne zmiany.
Dolar znów mocny
Wygląda na to, że rynek naprawdę uwierzył w ostatnią konferencję prasową prezesa FED. Coś, co wydawało się jeszcze tydzień temu pewne – czyli obniżka na grudniowym posiedzeniu – dzisiaj już nie jest. Co prawda niemal 70% szans na ten scenariusz to nadal dużo. Zostawia to jednak pole do manewru, tym bardziej że pozostało ponad 5 tygodni do posiedzenia. Do pełnego obrazu trzeba dodać jeszcze lepsze dane makroekonomiczne z USA. Nie może też zabraknąć faktu, że w trudnych czasach kapitał lubi dolara. To, że to prezydent USA w wielu częściach świata animuje trudne czasy, nie ma tutaj znaczenia. Rezultatem tych procesów jest umacniający się dolar. Dzisiaj mamy pierwszy od końca lipca atak na poziom 1,15 na głównej parze walutowej świata. Zbliżamy się również do poziomu 3,70 zł.
Inflacja w Europie
Strefa euro pokazała w piątek dane na temat inflacji. Zgodnie z oczekiwaniami wynosi ona 2,1%. Pokazuje to, że cel EBC, jakim jest utrzymywanie tego parametru wokół poziomu 2%, jest skuteczny. Istotnie powyżej tego poziomu z dużych gospodarek strefy euro są Holandia i Hiszpania, z wynikiem 3,1% obie. Powyżej są też Niemcy, ale 2,3% to niewielka różnica. W dół wskaźnik najsilniej ciągną Francuzi i Włosi, którzy pokazują ostatnio odpowiednio 1,0% i 1,2%. Co to znaczy dla rynków? Jeżeli nie będzie silnego sygnału z zewnątrz, nie należy spodziewać się dalszych zmian stóp procentowych i związanych z tym ruchów. Nie można jednak wykluczyć, że nawrót wojny handlowej mógłby spowodować powrót do obniżek i związane z tym osłabienie euro. Z drugiej strony koniec lub deeskalacja wojny na Ukrainie mogłyby czasowo podnieść inflację, a być może tym samym stopy procentowe.
Cisza przed burzą?
Na rynkach od kilku dni trwa podejrzanie zgodna konsolidacja. Nie na wszystkich oczywiście. O ile przykładowo główne parkiety amerykańskie są dość stabilne, to o DAX tego powiedzieć nie można. Cena złota oscyluje wokół poziomu 4000 dolarów z coraz mniejszymi wahaniami. Również ropa naftowa w ostatnim tygodniu pokazała łącznie niższą zmienność niż czasem ma w ciągu dnia. Widać dużą niepewność. Miało być eldorado inwestycyjne wywołane napływem kapitału z rynku obligacji i lokat, a tutaj mamy problem. Widać, że inwestorzy nie są pewni co dalej i wolą czekać. Na rynku czuć niepewność, z drugiej strony po takich stabilizacjach często zdarzają się silniejsze wybicia.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na publikację indeksów PMI. Należy też zwrócić uwagę na zmianę czasu w USA, w rezultacie wracamy do standardowych godzin publikacji danych zza oceanu.
Maciej Przygórzewski – główny analityk walutowy
USD/PLN – chwilowe umocnienie w gasnącym reżimie QT”USD/PLN wciąż porusza się w klinie korekcyjnym, a obecne odbicie wpisuje się w końcówkę cyklu zacieśnienia płynności. Wysokie saldo TGA i wciąż ograniczony dopływ rezerw w systemie sprzyjają chwilowemu umocnieniu dolara – także wobec złotego. Uważam, że to jeszcze faza przejściowa, w której rynek wycenia ostatnie napięcia w płynności bankowej. Dopiero spadek TGA i faktyczne zasilenie rynku rezerwami (grudzień–styczeń) otworzy drogę do pełnego risk-on i słabszego USD. Na ten moment scenariusz bazowy to wzrost USD/PLN w stronę 3,80–3,88 jako ostatni impuls w fali C korekty.
Na Zachodzie (znów) bez zmianNa wczorajszym posiedzeniu Europejskiego Banku Centralnego obyło się bez niespodzianek. Stopy się nie zmieniły, a konferencja prasowa zawierała stały zestaw banałów. Spadek inflacji w Polsce przywraca dyskusję o obniżkach stóp i osłabia złotego.
Strefa euro nie zmienia stóp
W przeciwieństwie do państw Ameryki Północnej, EBC nie dokonał wczoraj obniżek stóp procentowych. Warto zwrócić uwagę na sytuację w której jest strefa euro. Główna stopa procentowa wynosi tam zaledwie 2,15%. Wiadomo, w trakcie pandemii była dużo niższa, ale w USA mają 1,6% więcej. Do tego inflacja niby jest pod kontrolą, ale są ku temu lekkie wątpliwości. Wstępne dane opublikowane wczoraj przez Niemcy, czyli główną gospodarkę tego regionu, pokazały, że inflacja wcale nie zwalnia tak szybko, jak sądzono. Ceny rosną wg wstępnych danych o 2,3%, czyli powyżej poziomu stóp procentowych. Wiadomo, Niemcy to nie cała strefa euro. Problem w tym, że średnia ważona inflacji dla całego tego organizmu wynosi 2,2%. Nie jest to zatem duża różnica.
Co „powiedział” EBC?
Na konferencji prasowej Europejskiego Banku Centralnego nie doszło do dużych niespodzianek. Pojawiła się informacja, że inflacja w dalszym ciągu znajduje się w pobliżu celu średnioterminowego 2%. Nie zabrakło jednak pewnych sygnałów ostrzegawczych, np. dotyczących niepewnych perspektyw gospodarczych. Jest to subtelny eufemizm na decyzje Donalda Trumpa – wiele banków centralnych boi się kolejnych wojen celnych. Nie zabrakło oczywiście pewniaka wszystkich ostatnich konferencji prasowych, czyli komunikatu pt. „decyzje będą podejmowane na podstawie danych ze spotkania na spotkanie, a nie w ramach cyklów”. Biorąc pod uwagę obecny poziom stóp, potrzeba dużej odwagi, by oczekiwać obecnie jakiegokolwiek cyklu, za wyjątkiem cyklu utrzymywania stóp na niezmienionym poziomie. Co ciekawe rynek uznał tę konferencję za niekorzystną dla euro i mieliśmy kolejny dzień sprzyjający dolarowi. Kurs zatrzymał się w okolicach 1,1550 dolara za euro, czyli blisko najniższych poziomów z października.
Złoty w odwrocie
Dzisiaj od rana poznaliśmy dane na temat inflacji. Rynek oczekiwał wzrostu w skali roku o 2,9%, a otrzymaliśmy 2,8%. Niby niewielka różnica, ale – patrząc na reakcje rynków walutowych – znacząca. Euro podrożało w wyniku decyzji o około 1 grosz powyżej 4,25 zł. Oznacza to, że inwestorzy grają pod przyspieszenie obniżek stóp procentowych w Polsce. Warto przypomnieć, że prognoza NBP z trzeciego na czwarty kwartał w tym roku oczekuje wzrostu inflacji z 2,9% na 3,6%. Nie znamy danych za kolejne miesiące, ale na razie inflacja spada zamiast rosnąć. W listopadzie zresztą powinniśmy poznać nowe projekcje, więc szybko zapomnimy o tych prognozach.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:45 – USA – indeks Chicago PMI.
Maciej Przygórzewski – analityk walutowy
Amerykanie tną stopy o 0,25%Wczoraj zarówno Kanada, jak i USA obniżyły stopy procentowe o 0,25%. Najważniejsza była jednak konferencja prezesa FED sugerująca możliwość wstrzymania dalszych cięć w grudniu. W tle nie ustają problemy argentyńskiego peso.
Decyzje bez niespodzianek
Wczoraj poznaliśmy decyzje zarówno Banku Kanady, jak i Rezerwy Federalnej. W obydwóch przypadkach doszło do obniżek stóp procentowych o 0,25%. Dużą różnicą są jednak docelowe poziomy. W przypadku Kanady jest to 2,25%, w USA 3,75-4%. W rezultacie mamy najwyższą różnicę stóp procentowych pomiędzy tymi dwoma gospodarkami od czasów kryzysu dotcomów z początków tego wieku. Co ciekawe historycznie niemal zawsze wyższe stopy procentowe miało USA, a nie Kanada. Warto tutaj zwrócić uwagę, że Bank Kanady zasugerował, że może to być koniec cyklu podwyżek. Dodatkowo zrewidował w dół prognozy wzrostu gospodarczego, co akurat mogłoby sugerować, że to jednak nie koniec. Nie zabrakło oczywiście fragmentu związanego z niepewnością dotyczącą polityki handlowej USA.
Konferencja FED
Decyzje decyzjami, ale rynek czekał jednak przede wszystkim na konferencję Jerome’a Powella. To, że padnie banał, który można streścić słowami „nie ma cyklu obniżek, banki reagują na podstawie danych na bieżąco” nikogo nie dziwi. To, co naprawdę zaskoczyło, to zapowiedź, że grudniowa obniżka nie jest pewna. Patrząc na dane makroekonomiczne, to bardzo odważna hipoteza. Część analityków stara się sugerować, że taka zapowiedź to efekt konfliktu Jerome’a Powella z Donaldem Trumpem, który znów uderzył w prezesa FED (mamy tutaj pewną analogię do konfliktu NBP z obecnym rządem). Wydaje się jednak, że wypowiedź Powella wynika raczej z chęci uniknięcia rysowania perspektyw na przyszłość, biorąc pod uwagę, jak wiele może się zmienić w polityce handlowej z miesiąca na miesiąc. Rynek uwierzył jednak w słowa Jerome’a Powella. Widać to na notowaniach obligacji skarbowych. Skoro ich rentowność wzrasta, to znaczy, że zdaniem inwestorów maleją szanse na obniżki stóp.
Argentyńskie peso nadal pod presją
Jeszcze w poniedziałek byliśmy świadkami gigantycznego umocnienia argentyńskiej waluty na otwarciu notowań. W Piątek na zamknięciu kurs zbliżał się do 1490 peso za dolara amerykańskiego. W Poniedziałek rynek otworzył się tuż poniżej 1380 peso za jednego dolara. Problem w tym, że na wtorkowym otwarciu było to już znów 1480 peso za dolara. Rynki patrzą z dużym dystansem na sytuację w Argentynie. Od czasu częściowego uwolnienia kursu waluty, pomimo licznych interwencji walutowych, peso gwałtownie się osłabia. Widać to doskonale na wykresach – moment uwolnienia kursu jest momentem, w którym peso zaczyna tracić szybciej niż wcześniej. Całej sytuacji nie pomagają oczywiście wysoka inflacja oraz wątpliwości co do stabilności politycznej.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:15 – strefa euro – decyzja w sprawie stóp procentowych.
Maciej Przygórzewski – analityk walutowy






















